Był wtorek, 17. lutego. Pogoda – kiepska, prószyło śniegiem, zimno. Nie poddamy się tak łatwo, o nie. Kiedy ja w Polsce miałam podobną okazję?
![\[/img\]](img/art/102/m/6.jpg)
Dokładnego przebiegu meczu nie opiszę. Nie znam się na tym, mogę co najwyżej stuknąć parę słów o osobistych odczuciach. Grały przeciwko sobie drużyny Cortiny i Audi. Wrażenia wizualne – niesamowite.
![\[/img\]](img/art/102/m/2.jpg)
Prawie jak znane mi skądinąd pokazy kawalerii. Piłka w jedną – bach! 8 zawodników szarżuje za nią. W drugą – to samo, w pełnym cwale. A widok piekny – koniska odżywione, okrąglutkie, zadki umięśnione, aż miło popatrzeć. I jaka dyscyplina!
![\[/img\]](img/art/102/m/5.jpg)
Nie mogłam wyjść z podziwu dla stopnia wyszkolenia tych koni – zwrotne, szybkie, idealnie posłuszne, pomimo częstej gmatwaniny i istnych pojedynków, gdzie czasem 4-5 zwierząt trzymało się niebezpiecznie blisko siebie, żaden wierzchowiec nie sprzedał innemu tzw. kopa. Zdarzały się co prawda jakieś pojedyncze serie „baranków”, ale to nie one były przyczynami dwóch upadków jeźdźców w trakcie meczu. Obeszło się jednak bez kontuzji, gdyż po każdej „przymusowej ewakuacji” jeździec wstawał, otrzepywał się i wskakiwał na siodło z powrotem.
![\[/img\]](img/art/102/m/4.jpg)
Mecz zakończył się zwycięstwem Audi, pomimo strzelonego w ostatniej minucie bellissimo gole przez zawodnika Cortiny.
Zabawa niewątpliwie przednia, chociaż, sądząc po nikłej frekwencji publiczności, najlepiej bawili się zawodnicy. Rozgrywki te są jednak szeroko reklamowane w Cortinie d’Ampezzo, organizatorzy wyłażą ze skóry, aby spopularyzować rozgrywki, zapewne wśród turystów, których jest tam o tej porze multum.
![\[/img\]](img/art/102/m/1.jpg)
A taki nietypowy sport rozgrywany w nietypowym, zjawiskowym otoczeniu na pewno ma szanse stać się atrakcją turystyczną. Może nawet kolejną, obok wiewiórki i olimpijskich kółek, wizytówką Cortiny?
Asia Pędzich